Często słyszymy:
„Najpierw pokochaj siebie, a potem będziesz gotowy na relacje.” Brzmi prosto, prawda?
Sue Johnson, badaczka i terapeutka, mówi jednak coś bardziej realistycznego: miłość do siebie nie powstaje w izolacji. Powstaje w relacjach, w których czujemy, że nasze emocje są zauważone, nasze potrzeby nie są powodem do wstydu, a bliskość daje poczucie bezpieczeństwa. Z czasem to doświadczenie staje się w nas głosem, który mówi: „mogę być dla siebie dobry”.
Brak miłości do siebie nie oznacza, że jesteś leniwy, czy że coś z tobą nie tak. Częściej to ślad po relacjach, w których trzeba było być twardym, cichym albo samowystarczalnym.
Dla Johnson kochać siebie to:
nie walczyć z emocjami, lecz je zaakceptować,
regulować je, a nie próbować kontrolować,
pozwolić sobie na zależność, która paradoksalnie wzmacnia naszą niezależność.
Ludzie, którzy czują się emocjonalnie bezpiecznie:
lepiej stawiają granice,
rzadziej reagują defensywnie,
łatwiej radzą sobie ze stresem i kryzysami.
autorka: Ewa Worotyńska Kos, psycholog, doradca zawodowy, coach ICC, Biuro Karier Politechniki Łódzkiej