Data dodania
Kategorie aktualności

Antoniszograf – legendarna, hałaśliwa maszyna do tworzenia kina bez kamery – znów działa. Tym razem w rękach Wiktora Przybyły, studenta Wydziału Mechanicznego, laureata programu E2Top, który opowiada o niezwykłym spotkaniu techniki i sztuki.

Image

Skąd u Pana zainteresowanie Antoniszografem?

Urządzenie łączy w sobie dwa z moich zainteresowań – niekonwencjonalną kinematografię oraz mechanikę. 
Jestem wielkim fanem nietypowego kina. Uwielbiam produkcje wizualnie inne oraz takie, które skupiają się na pokazaniu rzeczywistości z innego niż przyjęło się pokazywać punktu widzenia. 
Od kilku lat interesuję się również fotografią i filmem analogowym. W nich istotny jest dla mnie nie tylko sprzęt działający w oparciu o czystą mechanikę, ale i zestaw zapomnianych technik, takich jak trichromia czy fotografia w spektrum niewidzialnym dla ludzkiego oka.

Na jakim etapie realizacji projektu Pan jest?

Główne założenia projektu zostały zrealizowane – udało się odtworzyć mechanizm urządzenia, zbudować prototyp i uzyskać pracę niemal identyczną do oryginalnego urządzenia. Obecnie pracuję jeszcze nad wykończeniem dodatkowego celu projektu – czyli utworzenie ogólnodostępnego projektu 3D maszyny do druku 3D – tak aby umożliwić skorzystanie z urządzenia większej liczby osób. Model będzie oczywiście darmowy.
Na czym polega specyfika budowy urządzenia, którego de facto nie ma? Nie może Pan przecież go użyć, obejrzeć.
Nie mając możliwości dokładnego zbadania urządzenia, kluczowa jest znajomość popularnych w mechanice układów kinematycznych oraz liczne eksperymenty i doświadczenia. Do rozwiązania nieraz najłatwiej jest dojść poprzez metodę prób i błędów. 
Znając efekty, jakie daje maszyna oraz mając pewne informacje o tym, jak wprowadzane były dane do urządzenia, da się znaleźć brakujące ogniwo, jakim jest układ kinematyczny. Istotne jest też dogłębne badanie wszystkich dostępnych materiałów o urządzeniu. Nieraz wystarczy jednosekundowa przebitka z wywiadu o ogóle pracy autora, na której akurat widać ruch mechanizmu. 

Image
Wiktor Przybyła, fot. Marcin Szmidt

Sztuka i technika to na pozór różne dziedziny. Jak łączą się w Pana pracy?

Maszyna nie tylko wspomaga tworzenie rysunku, ale i staje się częścią nakładanego obrazu. Jest w pewnym sensie współautorem produkcji filmowej. Jej ograniczenia kształtują finalny wygląd obrazu, jednocześnie będąc źródłem inspiracji. 
Bo gdy nie da się czegoś wykonać w dany sposób, zaczynamy szukać innych metod – często odkrywając zupełnie nowe rozwiązania.
To tylko jedno z wielu urządzeń stworzonych przez Juliana Antoniszczaka – choć niewątpliwie najciekawsze z punktu widzenia mechaniki.Pomysł urządzenia pochodzi z roku 1968, natomiast funkcjonalny egzemplarz powstał dopiero w roku 1972. Pokazuje to ilość czasu, w której autor poszukiwał właściwego rozwiązania.

Ten niezwykły projekt realizuje Pan w ramach programu E2top. Dlaczego Pan się do niego zgłosił?

Program wydawał się ciekawym wyzwaniem. Pozwalał również na uzyskanie Indywidualnego Programu Studiów, co znacząco ułatwiało jednoczesną pracę nad projektem, studia oraz działalność w kołach naukowych. Decydująca była też możliwość uzyskania stypendium naukowego, przeznaczonego na fundusze do pracy nad projektem.

Image

Jakie korzyści z Pana perspektywy są najważniejsze jako uczestnika programu?

Otwiera on drogę do świata naukowego. Pozwala zasmakować pracy badawczejoraz uzyskać dostęp do zasobów, które są zwykle trudno dostępne dla studenta. Niezastąpione jest również indywidualne wsparcie mentora (w moim przypadku prof. Cezarego Rapiejko), który nie tylko motywuje do pracy, ale także pomaga znaleźć drogę do właściwego rozwiązania. 


Rozmawiała Agnieszka Garcarek-Sikorska